Opublikowano Dodaj komentarz

Wash your hands – jak się pozbyć filcowych zarazków

Jak pewnie niektórzy wiedzą, niedawno, bo 15 października przypadał Światowy Dzień Mycia Rąk. Temat ważny, a ostatnio znów mocno aktualny, bo jak przekonują epidemiolodzy, dbanie o odpowiednią higienę rąk jest skuteczną bronią w walce z wciąż nieodpuszczającą pandemią.

Darmowe materiały do druku!

Tego niezwykle potrzebnego nawyku uczymy się już od najmłodszych lat. Ale kto miał do czynienia z kilkulatkiem – wie, że mimo nieustannego powtarzania, jakie to ważne, dzieci nie zawsze pamiętają o umyciu rąk albo robią to pobieżnie i niedokładnie.

Świat bakterii i wirusów to dla przedszkolaka zupełna abstrakcja. Dlatego tak ważne jest, by do tej kwestii często wracać i starać się przedstawiać temat, operując konkretem. A jak jeszcze zrobimy to w ramach zajęć z angielskiego, to upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu.

Dziś chciałabym przedstawić Wam mój filcowy zestaw i piosenkę, które stworzyłam z myślą o Global Handwashing Day. Niestety w tym roku nie dane mi było tego dnia poprowadzić zajęć, natomiast zestaw i pomysł zamierzam wykorzystać w innym dniu, bo myślę, że warto.

Aby pokazać dzieciom, że mycie rąk składa się z kilku etapów i każdy z nich ma znaczenie, stworzyłam tekst piosenki, w którym zarazki znikają stopniowo, po użyciu kolejnych gadżetów:

TEN GERMS ON MY HANDS

Ten germs on my hands playing night and day.
I took a soap and washed them away.
How many are left? Let’s count.
Seven!

Seven germs on my hands playing night and day.
I poured some water and rinsed them away.
How many are left? Let’s count.
Four!

Four germs on my hands playing night and day.
I took a brush and rubbed them away.
How many are left? Let’s count.
Two!

Two germs on my hands playing night and day.
I took a towel and dried/wiped them away.

How many are left? Zero!
My hands are clean! Hooray!

Do piosenki przygotowałam magiczny zestaw filcowy. Jeśli chcecie zobaczyć, na czym polega jego magia, zapraszam do obejrzenia poniższego filmu:

Moje filcowe przybory do mycia mają z tyłu naklejone szorstkie rzepy, do których zarazki łatwo się przyklejają. Dzieci na pewno będą chciały spróbować tej sztuczki.

Warto pamiętać, by przed zaśpiewaniem piosenki zrobić krótkie wprowadzenie nowego słownictwa. Natomiast po prezentacji piosenki proponuję dla utrwalenia zagrać z dziećmi w prostą grę w chowanego. Ukrywamy zarazek pod jednym z czterech przyborów do mycia i pytamy uczniów, gdzie się schował. Kiedy z ich strony padnie jakaś propozycja, recytujemy poniższą rymowankę i sprawdzamy, czy dzieci miały rację:

Ugly germ, ugly germ playing hide and seek.
Are you under the …brush… . Let’s have a peek.

Oczywiście mam dla Was darmowe szablony do przygotowania własnego filcowego zestawu do mycia rąk. Zapraszam, częstujcie się i korzystajcie.

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się w komentarzu, jak Wam się taki pomysł podoba i czy zamierzacie go zrealizować na swoich zajęciach.

Do usłyszenia!

Opublikowano 3 komentarze

Kameleon Leon – zabawny sposób na powtórzenie nazw kolorów i części ciała

Kameleon jest niewątpliwie zwierzęciem mocno eksploatowanym w literaturze dziecięcej. Nic w tym dziwnego, jego niezwykłe właściwości i opanowana niemal do perfekcji umiejętność kamuflażu kojarzy się z magicznymi mocami. Motyw dostosowywania koloru ciała do otoczenia łatwo można wpleść w zajęcia językowe i wykorzystać go do powtórki słownictwa.

Moja ulubiona historyjka o kameleonie została zainspirowana jednym z opowiadań ze zbiorku Joanny Krzyżanek Pieski Tereski. Jest to książka dla dzieci wczesnoszkolnych napisana po polsku i przeznaczona do nauki czytania metodą sylabową. Zawarte w niej opowiadania są bardzo proste i opierają się na wielu powtórzeniach, co ma oczywiście ułatwić dziecku samodzielne czytanie.

Joanna Krzyżanek Kameleon Leon

Nauce języków powtarzalność zawarta w opowiadanej historii też oczywiście bardzo sprzyja, dlatego od razu postanowiłam wykorzystać potencjał opowieści o kameleonie Leonie, który siadał na różnych przedmiotach i dostosowywał do nich kolor wszystkich części swojego ciała oprócz języka, bo ten zawsze pozostawał różowy.

Przetłumaczyłam sobie historyjkę na angielski i dostosowałam do potrzeb oraz umiejętności moich uczniów. Następnie wycięłam z filcu zielonego gada i kilku jego kolorowych sobowtórów a także przedmioty, na których mógłby usiąść.

Kształt mojego kameleona zainspirowany jest uroczą książką A Color of His Own autorstwa Leo Lionni. Wydał mi się najprostszy do wycięcia a jednocześnie najbardziej zbliżony do wizerunku prawdziwego kameleona.

Jednak muszę Wam się przyznać, że kilkakrotne wycinanie tego ślicznego, mocno zakręconego ogonka było dla mnie nie lada wyzwaniem. Dlatego stworzyłam szablon z uproszczonym ogonkiem. Nadal jest zakręcany. Ale nie musicie go w całości wycinać, a jedynie narysować spiralnie biegnące linie na wyciętym z filcu kole, w które ogon się jakby zwinął. Śmiało – częstujcie się! Klikajcie, drukujcie, wycinajcie! 🙂

Szablon do wycięcia owoców możecie pobrać tu.

Zastanawiałam się, co zrobić z językiem i wpadłam na pomysł, by wykorzystać do jego prezentacji trąbkę urodzinową, która rozwija się po dmuchnięciu w nią, wydając przy tym niedający się zignorować dźwięk.

Moja jest akurat czerwona, nie różowa. Ale to nie ma większego znaczenia. Ważne, że rozwija się z hukiem i robi na dzieciach niesamowite wrażenie.

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu, na którym prezentuję fragment historyjki i efekt trąbki.

Oczywiście można tworzyć kameleony w dowolnych kolorach i deseniach. Przedmioty, na których siada, można też odpowiednio modyfikować. Na przykład jeśli chcemy akurat powtórzyć nazwy owoców albo warzyw, sadzamy gada na jabłkach, śliwkach i brokułach, innym razem możemy go posadzić na różnych częściach garderoby, jeśli właśnie te planujemy powtarzać.

Mój filcowy kameleon powstał chyba około dwóch lat temu i wciąż dzielnie mi towarzyszy. Dzieci bardzo lubią tę historyjkę, bo jest tak prosta, że mogą ją opowiadać razem ze mną. Najmłodsi „opowiadają” ją głównie przy pomocy gestów – po prostu wskazują poszczególne części własnego ciała. Mogą też bezkarnie wystawiać język, co zwykle wzbudza wiele radości.

W tym roku, za sprawą Marysi Bursche z bloga Head Full of Ideas (https://www.fullofideas.pl/) i jej niesamowitego szkolenia „Booktelling for Teachers” poznałam jeszcze jednego kameleona z książki Emilly Gravet Blue Chameleon. Marysia sprzedała na szkoleniu całe mnóstwo wspaniałych pomysłów na pracę z tą książką, zamierzam je oczywiście wkrótce wykorzystać i połączyć z moim starym dobrym kameleonem Leonem.

Opublikowano 3 komentarze

Tablica filcowa – zrób to sam(a)

Dziś pokażę Wam krok po kroku, jak zrobiłam dużą tablicę filcową z wykorzystaniem ramki IKEA FISKBO o formacie 50x70cm. Jeśli chcecie rozpocząć filcową przygodę, zapraszam. To nic trudnego!

Moją pierwszą tablicę filcową skleciłam naprędce z dwóch kawałków grubej tektury falistej sklejonych razem i kremowego arkusza filcu formatu A3. Brzegi okleiłam szarą taśmą izolacyjną. Niestety, była za lekka i łatwo się przewracała, więc poprosiłam tatę o stworzenie tablicy z pilśni i drewnianych kątowników.

Były to wersje testowe, które posłużyły mi przez jakiś czas. Ich wykonanie nie było ani kosztowne, ani skomplikowane. Ale dość szybko obie tablice okazały się za małe dla grup, które prowadzę.

Dlatego postanowiłam zrobić sama nieco większą. Dziś pokażę Wam krok po kroku, jak zrobiłam dużą tablicę filcową z wykorzystaniem ramki IKEA FISKBO o formacie 50x70cm. Oczywiście jeżeli chcecie na początek zacząć od mniejszej tablicy, użyjcie po prostu mniejszego formatu ramki.

Co będzie potrzebne?

  • szary arkusz filcu (ważne, by filc był w kolorze neutralnym, i raczej niezbyt ciemnym),
  • klej (może być wikol lub inny klej do drewna),
  • ostre nożyczki,
  • ołówek,
  • ramkę IKEA FISKBO,
  • a zamiast widocznej na zdjęciu linijki, która w rezultacie się nie przydała – pędzel do rozprowadzenia kleju ;).

Po rozpakowaniu ramki wyjęłam szarą podkładkę i odrysowałam ją na filcu, a następnie wycięłam otrzymany prostokąt.


Podkładkę dokładnie posmarowałam klejem przy pomocy pędzla (mój klej był chyba trochę za gęsty i ciężko się rozprowadzał, ale mimo to dałam radę). Na podkładkę nakleiłam wycięty wcześniej kawałek filcu. Po naklejeniu filc się trochę rozciągnął i musiałam dociąć jego brzegi. Usunęłam też z ikeowskiej podkładki metalowe zawieszki.


Tak przygotowaną tablicę włożyłam znów w ramkę (warto ofilcowaną już tablicę na brzegach posmarować klejem i dokleić do ramki, żeby się nie ruszała) i na jej spodniej stronie umieściłam znajdującą się w ikeowskim zestawie osłonę z tworzywa. Nie będzie ona widoczna dla widzów, ale będzie odpowiednio dociążać tablicę i czynić ją stabilniejszą. Jeszcze tylko docisnęłam metalowe uchwyty ramki i gotowe!


Tablicę można po prostu oprzeć o ścianę, albo użyć sztalugi do większych formatów, np. takiej: https://www.empik.com/sztaluga-malarska-isotrade,p1218488190,szkolne-i-papiernicze-p

Moje własne dzieci, kiedy zobaczyły nową tablicę, natychmiast wyciągnęły zestaw Litlle Mouse i zaczęły się bawić w chowanie myszki w kolorowych domkach, śpiewając przy tym: Little Mouse are you in the yellow/blue/green/etc. house? A ja cierpliwie czekałam, aż im się znudzi ;). Nie znudziło się… Trzeba było zarządzić kąpiel i spanie, żeby przerwać zabawę :).

Bo tablica filcowa działa jak magnes (dosłownie i w przenośni ;))!